Szpital Ujazdowski

Szpital Ujazdowski
Szpital Ujazdowski przed II wojną światową
Zdjęcie pochodzi z archiwum Głównej Biblioteki Lekarskiej im. Stanisława Konopki

Szpital Ujazdowski to nieistniejący już szpital, który znajdował się w Zamku Ujazdowskim oraz w pawilonach na otaczającym go terenie w Alejach Ujazdowskich.
Z obiektów dawnego Szpitala Ujazdowskiego pozostał Zamek (odbudowany od podstaw) oraz dwa pawilony. W jednym z nich mieszczą się Zbiory Specjalne Głównej Biblioteki Lekarskiej.

Okres przed II wojną światową

Pierwszy lazaret wojskowy w Zamku Ujazdowskim zlokalizowany był już w 1794 roku, a kolejny w 1809 roku w okresie Księstwa Warszawskiego. Po utworzeniu Królestwa Polskiego zaczęto przenosić tutaj lazarety oddziałowe z garnizonu warszawskiego, które stały się podstawą do utworzenia 1 kwietnia 1818 roku Szpitala Głównego Wojskowego, znanego potem jako "Szpital Ujazdowski".
Początkowo szpital posiadał tysiąc łóżek, liczbę tę podczas powstania listopadowego zwiększono do 1250 łóżek. Potem obiekt zajęli Rosjanie, przekazując zamek na cele koszarowe, a dookoła wznosząc szereg pawilonów szpitalnych. Podczas I wojny światowej szpital działał nadal, w jego obręb włączono zamek, w latach 1915-1917 stacjonowali w nim Niemcy. Ci odstąpili go 10 kwietnia 1917 roku Polakom, którzy ulokowali na zamku Szpital Legionów z całkowicie polskim personelem.
W okresie międzywojennym Szpital Ujazdowski działał nadal. Pomiędzy budynkami jeździła kolejka (rozwoziła m.in. posiłki ze szpitalnej kuchni). Ułożenie szyn było koniecznością, bo lecznica zajmowała ogromny teren pomiędzy ul. Górnośląską, obrzeżem skarpy, Agrykolą a Alejami Ujazdowskimi.
Szital Ujzadowski był integralną częścią Centrum Wyszkolenia Sanitarnego.

Okres II wojny światowej

Podczas kampanii wrześniowej na terenie szpitala urządzono prowizoryczny Cmentarz Obrońców Warszawy.
Szpital działał podczas niemieckiej okupacji, w 1941 roku uruchomiono tutaj Zakład Przeszkolenia Inwalidów (założony przez profesora Edwarda Lotha).
W 1942 roku jeden z pawilonów psychiatrycznych został przez Niemców przeznaczony na potrzeby leczenia żołnierzy z frontu wschodniego.
Podczas wojny w Szpitalu Ujazdowskim realizowane były zajęcia dla studentów tajnego Wydziału Lekarskiego Uniwersytetu Warszawskiego oraz jawnie działającej Prywatnej Szkoły Zawodowej dla Pomocniczego Personelu Sanitarnego. Zajęcia prowadziła część dawnej kadry CWSan. ze Szpitala Ujazdowskiego, wzmocniona przybyłymi do Warszawy wykładowcami medycyny z uniwersytetów lwowskiego i poznańskiego.
Ta słynna przedwojenna placówka służby zdrowia WP przez wszystkie lata okupacji zachowała zwyczaje wojskowej organizacji. Lekarzy, zwłaszcza wyższych stopniem, tytułowano według stopnia wojskowego. Większość jego personelu stanowili przedwojenni lekarze oficerowie służby sanitarnej WP. Oczywistym więc było, że w zespole tym bujnie kwitło życie konspiracyjne.
Naukowo i dydaktyczna rola Szpitala Ujazdowskiego wzrastała wraz z postępującym rozwiązywaniem przez władze okupacyjne wydziałów lekarskich poszczególnych uniwersytetów polskich, których wykładowcy znajdywali w nim zatrudnienie.
Posiadając znakomity zespół wykładowców przedstawiciele Szpitala Ujazdowskiego inicjowali różne formy kształcenia medycznego. Najbardziej aktywnym w tym względzie był płk prof. dr med. Edward Loth. Należał on do twórców jawnie działającej Prywatnej Szkoły Zawodowej dla Pomocniczego Personelu Sanitarnego, jak i tajnego Wydziału Lekarskiego Uniwersytetu Warszawskiego. Natomiast płk prof. dr med. Teofil Kucharski współtworzył konspiracyjny Wydział Lekarski Uniwersytetu Ziem Zachodnich /UZZ/, w którym zajęcia prowadzili głównie wykładowcy Uniwersytetu Poznańskiego, przesiedleni wówczas do Warszawy. W nurt pracy naukowo-dydaktycznej tych uczelni włączyli się niemal wszyscy lekarze Szpitala Ujazdowskiego.
Spośród warszawskich placówek medycznych istniały w nim najkorzystniejsze warunki. Szpital Ujazdowski miał bowiem niemal wszystkie oddziały kliniczne /z wyjątkiem położnictwa, pediatrii i psychiatrii/ oraz posiadał bogatą bibliotekę naukową. Przede wszystkim dysponował doświadczonym zespołem specjalistów z zakresu różnych przedmiotów klinicznych. Między innymi należeli do nich: wspomniany wyżej płk prof. E. Loth, który prowadził zajęcia z anatomii; płk prof. T. Kucharski ( wybrane zagadnienia z chorób wewnętrznych i patologii ogólnej); prof. dr Jan Szmurło z Uniwersytetu Wileńskiego wykładał laryngologię; prof. dr Lesław Węgrzynowski z Uniwersytetu Lwowskiego ftyzjatrię; doc. dr Jan Krotoski z Uniwersytetu Poznańskiego chirurgię; prof. dr Władysław Melanowski okulistykę; dr Janina Morawiecka i mjr dr Witold Tyczka neurologię. W ich zajęciach uczestniczyła większość studentów medycyny konspiracyjnego UW i UZZ.
Istotnym wzbogaceniem procesu dydaktycznego były organizowane przez płk. prof. Kucharskiego zebrania naukowe, które odbywały się w każdą sobotę pod pozorem odprawy służbowej. Lekarze i studenci wygłaszali wówczas referaty, omawiali interesujące przypadki, przedstawiali wyniki klinicznych badań naukowych. ,,Była to doskonała szkoła interny" wspomina Hanna Odrowąż-Szukiewicz, jedna z ówczesnych studentek.
Prowadzona w Szpitalu Ujazdowskim działalność dydaktyczna nie ograniczała się do zająć dla studentów medycyny. Szkolono tam również patrole sanitarne dla oddziałów dywersyjno-bojowych AK. Drukowano także materiały pomocnicze i instrukcje do szkolenia sanitarnego w tajnych podchorążówkach oraz regulaminy działania dla drużyn sanitarnych w oddziałach partyzanckich AK.
Podkreślić należy, iż konspiracyjne studia były wielonurtową formą walki przeciwko okupantom. Występowało w nich wzajemne przenikanie się pracy oświatowej i wojskowej. Większość lekarzy Szpitala Ujazdowskiego pełniła zarazem różnego rodzaju funkcje w AK, najczęściej jednak w jej służbie zdrowia. Starsi lekarze z Ujazdowa wykonywali kierownicze funkcje w szefostwie sanitarnym KG AK.
Natomiast młodsza kadra organizowała ogniwa pomocy medycznej w oddziałach bojowych, przede wszystkim w Kierownictwie Dywersji Kedyw/ KG AK. Szefem służby sanitarnej Kedywu był kpt. dr Cyprian Sadowski, jego zastępcą kpt. dr Czesław Narkowicz, a w oddziałach bojowych funkcje medyczne pełnili: ppor. lek. Jerzy Kaczyński, ppor. lek. Tadeusz Jankowski, ppor. lek. Jan Chomiczewski. Również wielu studentów medycyny służyło w oddziałach Kedywu. Podchorążowie, którzy przed wojną studiowali w Szkole Podchorążych Sanitarnych i kontynuowali nauką w konspiracji, często obejmowali funkcje medyków w tych oddziałach. Na przykład w utworzonym w sierpniu 1943 r. batalionie ,,Zośka" medykiem został pchor. Zygmunt Kujawski, a w batalionie ,,Parasol" pchor. Zbigniew Dworak. Wynika z tego, że szkolenie wojskowo-medyczne, jakie prowadzono w SPS owocowało wspaniałymi postawami oficerów i podchorążych w służbie zdrowia AK.
W okresie realizacji planu ,,Burza" oddelegowano wielu lekarzy i studentów z Ujazdowa do innych okrągów AK. Między innymi na Wołyń wyjechali: ppor. lek. Jan Matulewicz, który objął tam funkcją szefa służby zdrowia 27 Wołyńskiej Dywizji Piechoty AK oraz por. lek. Grzegorz Fedorowski przejął kierowanie szpitalami polowymi w tej dywizji.
W latach 1940 - 1944 komendantem szpitala był płk dr med. Leon Strehl - szef sanitarny AK. W momencie wybuchu Powstania komendantem szpitala został ppłk prof. Teofil Kucharski, albowiem płk Strahl został skierowany do centrum stolicy, do Szpitala Maltańskiego.

Okres Powstania Warszawskiego

W pierwszych dniach Powstania szpital funkcjonował normalnie, Niemcy zachowywali się poprawnie. 5 sierpnia Niemcy wtargnęli na teren szpitala, podpalili sąsiadujące budynki i nakazali natychmiastową ewakuację szpitala. 6 sierpnia rano nastąpił wymarsz długiej kolumny pod flagami Czerwonego Krzyża. Szło w niej 340 osób ze Szpitala św. Ducha oraz 1491 osób ze Szpitala Ujazdowskiego. W kolumnie szli ranni, chorzy, lekarze, aptekarze, kapelan, pielęgniarki, pracownicy szpitala z rodzinami, inwalidzi z 1939 r. Do kolumny Niemcy dołączyli 350 kobiet przetrzymywanych pierwotnie jako zakładniczki w gmachu Sejmu. Ciężko rannych niesiono na noszach. Za kolumną jechało 5 wozów taborowych z instrumentami medycznymi, lekami, żywnością, opatrunkami o kasą szpitalną w ogniotrwałych skrzynkach zawierających pół miliona złotych.
Niemcy nie wyznaczyli ewakuowanych określonego celu, każąc iść tylko w dół ulicą Myśliwiecką. Kolumna ruszyła ulicą Górnośląską, Myśliwiecką, Łazienkowską i Chełmską. Na trasie Niemcy zatrzymali wozy taborowe, zastrzelili jednego z mężczyzn i zrabowali część zawartości wozów. Szpital stracił zapasy żywności oraz większość lekarstw część ich wcześniej przezornie rozdano chorym. Szczęśliwie ocalała kasa szpitala.
Marsz był bardzo wyczerpujący. Dopiero na ul. Czerniakowskiej miejscowa ludność udzieliła pomocy, zastępując personel szpitalny niosący nosze. Tego dnia szpital znalazł schronienie w Zakładzie Sióstr Opatrzności Bożej przy ul. Chełmskiej 19. Po 3 dniach Szpital św. Ducha ewakuował się do Powsina. Komendant rozwinął szpital powstańczy w pomieszczeniach klasztornych i w sąsiednim budynku Towarzystwa opieki nad Chłopcami im. Rago, który jeszcze w czasie okupacji był przygotowany na szpital powstańczy. Z pomocą sióstr i okolicznej ludności wyposażono szpital w łóżka, sienniki i bieliznę. Leki pobierano z sąsiednich aptek, środki opatrunkowe z pobliskiej fabryki "Alba". W krótkim czasie szpital na ul. Chełmskiej stał się jedynym w okolicy ośrodkiem pomocy lekarskiej. W Szpitalu Ujazdowskim leczono również jeńców niemieckich, po których dwukrotnie zgłosiły się niemieckie patrole wojskowe. Odbierający rannych lekarz niemiecki wyraził zdziwienie, że polscy lekarze dokonują nawet ciężkich operacji brzusznych. "- My takich rannych wysyłamy samolotem do Poznania" - powiedział.
30 sierpnia, mimo wyraźnego oznakowania szpitala znakami Czerwonego Krzyża, Niemcy dokonali na niego zmasowanego nalotu lotniczego. Szpital był wówczas przepełniony, było w nim ponad 800 rannych i wiele osób z ludności cywilnej. Pod gruzami i w ogniu zginęło 130 rannych oraz 170 osób cywilnych i personelu. Po tym wydarzeniu część personelu skierowano na Sadybę na ul. Morszyńską 5/7, gdzie wcześniej została utworzona filia szpitala. Większość personelu z rannymi i kapelanem szpitala przedostała się na Górny Mokotów, gdzie na ul. Puławskiej 91 utworzono szpital polowy, działający do końca obrony Mokotowa. Część rannych ulokowano w budynku przy ul. Dolnej 42. Przy Chełmskiej pozostała trzecia część szpitala. Niestety Niemcy powtórzyli naloty na szpital 11, 14 i 15 września, które pochłonęły 200 następnych ofiar.
Po upadku Powstania wszystkie trzy grupy Szpitala Ujazdowskiego połączyły się w całość w Milanówku, gdzie szpital działał przez blisko dwa miesiące. W listopadzie 1944 r. ewakuował się z chorymi do Krakowa. W połowie stycznia 1945 r. Szpital Ujazdowski uległ rozwiązaniu a jego pacjentów i personel przejęły krakowskie szpitale miejskie.
W czasie II wojny światowej, a szczególnie podczas powstania warszawskiego, do szpitala napływało tylu rannych żołnierzy, że brakowało lekarzy i łóżek. Z tego powodu wielu z nich umierało. Ciała powstańców chowano na cmentarzu Obrońców Warszawy nieopodal Szpitala.
Uzupełnienia
Poniższy tekst stanowi rozdział „Szpital Ujazdowski, Silece i Sadyba” z książki „Szpitale powstańczej Warszawy, autorstwa Marii Wiśniewskiej i Małgorzaty Sikorskiej, wydanej przez Oficynę Wydawniczą w 1991 r.
Szpital Ujazdowski wraz z pawilonami zajętymi przez szpital Św. Ducha znajdował się w dzielnicy niemieckiej i dlatego w planach powstańczych nie był brany pod uwagę. Przed południem 1 sierpnia znaczna część personelu lekarskiego i pielęgniarskiego odeszła do swoich punktów mobilizacyjnych, w tym również dyrektor płk Leon Strehl, który - przypomnijmy - zgłosił się do punktu sanitarnego przy ul. Elektoralnej. Na Wolę podążył też kierownik Instytutu Rehabilitacji dr mjr Marian Śmietański, gdzie został zamordowany 5 sierpnia. W szpitalu zostali przede wszystkim lekarze starsi i personel zamieszkały na jego terenie, w tym duża grupa starszych pielęgniarek zakwaterowanych w internacie. Gdy niespodziewanie wybuchła strzelanina, która wywołała zupełną dezorientację niemieckiej warty, komendę objął najstarszy stopniem płk dr Adolf Malinowski, który zarządził gotowość przyjęcia większej liczby rannych i wprowadził stan pogotowia operacyjnego. Późnym wieczorem, gdy strzelanina trochę ucichła, przybył do szpitala prof. dr Teofil Kucharski, którego dr Strehl wyznaczył swoim zastępcą.
Córka dr. Strehla, Kazimiera Strehl-Drozdowska zapamiętała: „Pierwszego sierpnia w południe ojciec zabrał teczkę z niewielką ilością osobistych rzeczy i szpitalnym powozem, zaprzężonym w piękne białe konie, pojechał do Szpitala Maltańskiego (...) po południu, wokół szpitala słychać było zewsząd strzały. Zorientowaliśmy się, że rozpoczęło się Powstanie. Szpital otoczono żandarmerią i wojskiem niemieckim, zostaliśmy odcięci od reszty miasta. Zaczęła płonąć ulica Wiejska i Aleje Ujazdowskie. Wieczorem ogromne łuny pożarów otaczały teren szpitala. Zgłosiłam się od razu na oddział chirurgiczny, gdzie leczeni byli żołnierze inwalidzi z wojny 1939 r.".
W pierwszych godzinach walk do szpitala dostarczono kilkunastu rannych powstańców i cywilów. Niektórych przywoziły nawet karetki sanitarne, przepuszczane jeszcze przez Niemców. Był kontakt ze Śródmieściem, np. dwie pielęgniarki -Katarzyna Nowak i Jadwiga Kondracka-Bayer - przedostały się wieczorem przez niemieckie posterunki, zgłaszając się na miejsce zbiórki przy ul. Wilczej 55. W następnych dniach ogród przyszpitalny stał się zapleczem dla niemieckich działań bojowych, ale w stosunku do Polaków znajdujących się w szpitalu zachowywano się poprawnie.
6 sierpnia sytuacja zmieniła się radykalnie, szpital zajął oddział żandarmerii, podpalono jeden z pawilonów szpitalnych, brutalnie wyganiając rannych, chorych i personel na dziedziniec. Tylko odważna, zdecydowana postawa płk. Kucharskiego, doc. Krotoskiego i Kazimiery Strehlowej zapobiegła masakrze. Udało im się dotrzeć do najwyższego rangą oficera na tym terenie i uzyskać zgodę na ewakuację szpitala wraz z rannymi, personelem i sprzętem. Wszystko to działo się w olbrzymim pośpiechu, przy nieustającym poganianiu przez grożących bronią żandarmów. Pod zarzutem opóźniania akcji zastrzelono zasłużoną pielęgniarkę oddziałową Różę Mach. W ciągu trzech godzin udało się uformować kolumnę liczącą przeszło 1000 osób. Wszystkich ubrano w białe szpitalne fartuchy. Na noszach dźwigano około 300 rannych i chorych. Na czele kolumny i po jej bokach niesiono flagi z Czerwonym Krzyżem. Na szpitalnych wozach wieziono instrumenty medyczne, opatrunki, leki i żywność. W ostatniej chwili Niemcy dołączyli do szpitalnej kolumny grupę kobiet - zakładniczek, przetrzymywanych w gmachu Sejmu.
Wymarsz kolumny opisało wielu świadków. Jedni zapamiętali, że prowadził ją płk Kucharski, trzymając flagę czerwonokrzyską, inni, że otwierało ją 6 kobiet z flagami Czerwonego Krzyża, a za nimi posuwało się 38 czwórek z noszami, tworząc czworobok, następnie zaś szli piesi. Zamykało kolumnę 5 wozów taborowych; są relacje, że wozy ciągnęli ludzie z braku koni. Również na temat godziny wymarszu i miejsc postoju znajdziemy wiele sprzecznych informacji. Jedynie wiadomo na pewno, że nocowano w parku Sobieskiego i na terenie obiektów sportowych Legii. Niemcy nie wyznaczyli ewakuowanym żadnego określonego celu, każąc iść tylko w dół ulicą Myśliwiecką. Płk Kucharski doprowadził całą kolumnę do Parku Szkolnego im. Sobieskiego i tam zatrzymano się na nocleg. Przygodni esesmani zaczęli plądrować w tłumie, podpalili jeden z wozów, zastrzelili kilku chorych na noszach i pielęgniarkę Stefanię Kaczorowską. Ekscesom położył kres wyższy oficer niemiecki.
Do płk. Kucharskiego dotarły łączniczki z Sielc, z Obwodu Mokotowskiego AK, z zawiadomieniem, że brak jest tam szpitala, i że na ul. Chełmskiej 19 Zakład Opiekuńczy Zgromadzenia Sióstr Rodziny Marii nadaje się do natychmiastowego objęcia.
Tuż obok, przy ul. Jedwabniczej 3, znajdował się Zakład Opiekuńczy im. Rago, przygotowany od 1942 r. na szpital powstańczy. 1 sierpnia opuszczony ze względu na bliskość pozycji niemieckich, następnie po przyjściu Szpitala Ujazdowskiego znów wykorzystany dla potrzeb chorych.
W ten sposób Sadyba i Czerniaków otrzymały duży szpital powstańczy z obsadą chirurgów i pielęgniarek, ale od samego początku zobowiązany do zapewnienia opieki dla około 300 rannych. W krótkim czasie szpital na Chełmskiej stał się jednym ośrodkiem pomocy lekarskiej w tym rejonie, gdyż punkt sanitarny na Czerniakowskiej w Klasztorze Sióstr Nazaretek zajęli wkrótce Niemcy.
Kazimiera Strehl-Drozdowska opisała organizowanie szpitala na Chełmskiej, który zajął lewą połowę budynku od ulicy Czerniakowskiej: „Wkrótce zaczęła działać kuchnia szpitalna, z sąsiednich domów i z sierocińca uzyskano sienniki dla chorych, zespół chirurgiczny zaczął urządzać salę operacyjną. Po paru godzinach zaczęli napływać ranni powstańcy i ranni spośród ludności cywilnej. W ciągu dwóch, trzech dni wszystkie sale były zapełnione (...) Wkrótce zaczęła działać pralnia i piekarnia szpitalna (chleb zawierał często odłamki szkła z tłukących się szyb w czasie ostrzału). Co dzień kapelan nasz, ksiądz Juszczyk, w miejscowej kaplicy odprawiał mszę świętą".
Trzon personelu szpitala stanowili lekarze, w większości chirurdzy: Jan Krotoski, Władysław Sawicz, Franciszek Borusiewicz, Czesław Narkowicz, Walter Ruszkowski, Witold Waligórski, Mieczysław Naramowski, Józef Wiloch, Teofil Kucharski, Michał Lityński i zasłużone pielęgniarki szpitala: Irena Krajewska, Michalina Sandomierska, Zofia Wiłkomirska, siostry Bilińskie z Poznania.
10 sierpnia przetransportowano tu z rejonu Kazimierzowskiej ciężko rannego w brzuch Feliksa Wielogórskiego „Rysia" - żołnierza „Baszty". Dr Krotoski podjął się operacji naruszonej kulą dum-dum wątroby, dwunastnicy i jelit. Ranny wyleczył się, później jeszcze parokrotnie był zasypywany i raniony. W Milanówku chciano amputować mu nogę, jeszcze raz uratował go dr Krotoski: „Polecił dr. Sawiczowi usunąć odłamek i wyciąć głęboko zagangrenowane miejsce, a między mięśnie wprowadzić cewniki, tzw. katetery. Sam nie mógł operować z powodu gorączki, ale przez cały czas był obecny przy zabiegu". F. Wielogórski scharakteryzował dr. Krotoskiego jako człowieka bardzo skromnego, wymagającego i surowego wobec siebie i personelu szpitala: „Natomiast dla chorych był jak najlepszy ojciec, zawsze nas pocieszał i podnosił na duchu. Oddany bez reszty rannym, był czuły na ich cierpienia, a także na sprawy osobiste".
Na sali operacyjnej pracowała też Helena Rabowska-Witkiewicz: „Asystowałyśmy przy operacjach brzusznych dr. Krotoskiemu i przy amputacjach kpt. dr. Narkowiczowi. Operacje przy ranach postrzałowych czy szrapnelowych jamy brzusznej kończyły się często wewnętrznymi krwotokami. W końcu brak płynów infuzyjnych i materiałów opatrunkowych nie pozwoliły na przeprowadzanie dalszych operacji brzusznych. Byliśmy bezradni, dla nas, personelu medycznego, świadomość, że nie możemy ratować rannych była straszna i przygnębiająca".
Na Chełmskiej udzielano pomocy także żołnierzom niemieckim. Odbierając swych rannych, niemiecki lekarz był bardzo zdziwiony, że w takich warunkach dokonywane są ciężkie operacje brzuszne. W rozmowie z dr. Krotoskim powiedział: „(...) my takich rannych odsyłamy samolotem do Poznania". Kilkunastu ciężko rannych żołnierzy niemieckich traktowano podobnie jak w innych szpitalach powstańczych, nie gorzej niż rannych Polaków. Dr Walter Ruszkowski zapamiętał, że 18 sierpnia Niemcy zabrali swych rannych bez względu na ich stan. Odtąd rozpoczęły się regularne bombardowania, nastąpiło to z chwilą zmasowanych ataków niemieckich na Sadybę.
30 sierpnia rano dr Michał Lityński zaobserwował, że lotnicy przeprowadzili naloty zwiadowcze w kilku fazach, ostrzeliwując szpital z broni pokładowej. Trwał też silny ostrzał artyleryjski. Około godziny 15 rozpoczęło się bombardowanie najbliższych okolic. Pomiędzy godziną 17 a 18 przeprowadzono parokrotne naloty na budynki przy ul. Chełmskiej, zrzucając za każdym razem masy bomb zapalających i burzących. Klęska przybrała ogromne rozmiary. Zburzona została wschodnia część budynku, grzebiąc rannych i personel. Zginęło wtedy 15 pielęgniarek Szpitala Ujazdowskiego. Jednocześnie wybuchł pożar, który szczególnie gwałtownie ogarnął parter budynku z ciężko rannymi. Okna miały tam żelazne kraty, zawaliły się drewniane stropy i klatka schodowa. Kto mógł - lekarze, pielęgniarki, lżej ranni przystąpili do akcji ratowniczej. Najdzielniejszą postawą wśród personelu lekarskiego wyróżnili się mgr Łempicki, farmakolog, i dr Naramowski, który brali udział w wynoszeniu rannych, odgrzebywaniu przywalonych gruzem, udzielaniu pomocy poparzonym i spalonym od bomb fosforowych i napalmowych. Pracowali całą noc w świetle pożarów aż do białego rana.
Helena Rabowska zanotowała: „Podczas bombardowania znajdowałam się z doc. dr. Krotoskim i Ireną Krajewską na sali operacyjnej, która ocalała. W tym momencie docent zszywał ranę na klatce piersiowej. Ponieważ sypał się tynk, pył i gruz, przerwaliśmy szycie, zakryłam rannego kocem. W przerwie między bombardowaniami skończyliśmy zszywanie rany. W tym czasie koleżanki z czołówki i inne pielęgniarki wydobywały spod gruzów rannych i zabitych. Pożar trwał, drugie skrzydło groziło zawaleniem. Zebrałyśmy cały istniejący sprzęt medyczny do puszek, razem z tynkiem i gruzem i wyniosłyśmy na zewnątrz budynku. Tu stał sznur ludzi podający kubełki z wodą do gaszenia pożaru, tu na trawie leżeli ranni. Był już zmrok. W świetle latarki i pożaru kpt. dr Narkowicz amputował rękę (...). Operacja udała się, a ranny, który pozostał na Chełmskiej podobno nawet nie gorączkował".
Dochodziło do rodzinnych tragedii. Córka dr. Sawicza - Maria „Sawa" - przyszła do szpitala by odwiedzić rannych ze swojego powstańczego oddziału. Ojciec namówił ją, by przespała się w jego dyżurce, ponieważ była po nocnej akcji. Po południu, gdy miała już opuścić szpital, wzmógł się gwałtownie ostrzał, zawróciła na salę, gdzie leżeli jej koledzy i razem z nimi zginęła. W tym czasie dr Sawicz operował w innej części gmachu i ocalał.
Przystąpiono do ewakuacji, lżej ranni przeszli z dr. Naramowskim na Mokotów, na ul. Dolną 42 i Puławską 91, ciężko rannych przewieziono na Sadybę. Pomocy udzielili mieszkańcy Sadyby z ul. Barnardyńskiej, m.in. dostarczając konnych pod-wód, byli to: Jan Pilaciński, Kiełbiewski, Wardecki. Do pochodu, jak opisała instruktorka harcerska Maria Piskorska, cały czas przyłączali się mieszkańcy Sadyby: „Z pobliskich domów wychodziły harcerki (...) niosąc chorych, dzieci, prowadząc podwody. Cały ten szpital przechodzi koło naszego domu, niosąc na przedzie chorągiew z czerwonym krzyżem. I z naszego domu wynoszą dla nich paczki z jedzeniem, butelki z mlekiem i kawą. Szczęśliwie przechodzą na Sadybę, choć idą ulicą Powsińską, nie pada ani jeden strzał ze strony Niemców".
Szpital został umieszczony w bloku przy ul. Morszyńskiej 5/7 i dotrwał do upadku Sadyby. Na jego czele stanął dr Krotoski, doskonały organizator. Po koszmarnych przeżyciach chorzy i ranni mogli tu odetchnąć przez parę dni - do chwili upadku Sadyby i dalszej ewakuacji. Urządzono nawet ruchomą świetlicę pod kierunkiem Heleny Hilke. Harcerki czytały rannym książki, deklamowano wiersze, śpiewano itp. W pobliżu, przy ul. Goraszewskiej, w willi architekta Sicińskiego, ulokowano chorych na czerwonkę i paralityków, którymi opiekował się dr Erazm Roszkowski wspomagany przez dr. Jana Rutkiewicza.
Na Sadybie 1 sierpnia dr Mieczysław Sosnowski „doktór Datura" i studentka medycyny Aleksandra Majda „doktór Gozdawa" podjęli decyzję umieszczenia szpitala polowego w Klasztorze Bernardynów. Dotarł tam chirurg ze Szpitala Ujazdowskiego płk Ludwik Zieliński. Po trzech dniach natarcie niemieckie zmusiło ich do przeniesienia się w głąb Sadyby na ul. Powsińską 7, do budynku szkoły (drewniany barak). Prasa powstańcza zamieściła o nim informację: „Od 8 sierpnia jest czynny Szpital Ujazdowski, filia „Sadyba,, - wolnych jest jeszcze 20 łóżek dla cywili i wojskowych". (Komunikat Informacyjny nr 7, 13.08.44 r.)
Szpital polowy organizowały panie: Biernacka, Turowska i Rapacka. Pracowali w nim lekarze: Zieliński, Ryszard Hertz, oddelegowany około 20 sierpnia z Chełmskiej dr Ruszkowski, przybyły z Mokotowa dr Jan Rutkiewicz i farmaceuta dr Florian Uliszewski.
Z sanitariatem Sadyby współpracował przez cały czas ks. mgr Edmund Przybyła, naczelny kapelan V rejonu AK Poza swoimi obowiązkami duszpasterskimi pomagał lekarzom przy operacjach, sam zakładał opatrunki, a znając dobrze język niemiecki, był niezwykle przydatny przy rokowaniach z Niemcami.
W czasie ataku niemieckiego na Sadybę rannych umieszczono też w forcie Dąbrowskiego, a po jego upadku 2 września dr Walter Ruszkowski uzyskał pozwolenie dowódcy niemieckiego na ewakuowanie wszystkich rannych z Sadyby wraz z lekarzami do szpitali w rejonie Milanówka. Tam, po upadku Mokotowa, przetransportowano też chorych ze Szpitala Ujazdowskiego, którzy znaleźli się na Dolnej.

Okres po II wojnie światowej

W roku 1950 szczątki ok. 600 żołnierzy, pochowanych na cmentarzu Obrońców Warszawy, zostały ekshumowane i przeniesione na Cmentarz Wojskowy na Powązkach.
Po wojnie szpital nie wznowił już działalności, a jego pawilony na Ujazdowie przejęło Biuro Odbudowy Stolicy – wówczas na terenie posadzono cztery rzędy topól oraz wytyczono ul. Jazdów, przy której wybudowano osiedle domków fińskich. Zachowane pawilony częściowo użytkowano, ale w większości zostały rozebrane w latach 70. XX wieku w związku z budową Trasy Łazienkowskiej – do dzisiaj zachowało się kilka pawilonów oznaczonych adresami: ul. Jazdów 1, ul. Jazdów 1a (na wprost Zamku Ujazdowskiego), ul. Jazdów 5, ul. Jazdów 8a oraz ul. Jazdów 10a. Jeden z nich (nr 1) zajmuje obecnie Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego.
W 1954 r. marszałek Rokossowski zadecydował o rozebraniu murów zamku. Po niedługim czasie z budowli zostały tylko piwnice, na których miał stanąć Teatr Domu Ludowego Wojska Polskiego i Wieczorowy Uniwersytet Marksizmu-Leninizmu, ale ten projekt nie wszedł w życie. W latach 60. część pozostałych po zamku pawilonów przeznaczono na magazyny.
W 1974 r. zadecydowano o odbudowie pałacu i zaczęto prace budowlane przy Trasie Łazienkowskiej. Jej budowa stworzyła możliwość zobaczenia przekroju geologicznego skarpy Ujazdowskiej. Zastanawiano się nad otworzeniem stałej ekspozycji, ale wiązało się to z ogromnymi kosztami i dlatego w ostateczności zaniechano tego przedsięwzięcia.
Od 1985 r. w zamku znajduje się Centrum Sztuki Współczesnej. Odbywa się tam również wiele koncertów i innych imprez tego typu.
Istnienie szpitala upamiętnia zaś zespół tablic pamiątkowych na skwerze Leona Strehla na końcu ul. Jazdów, a także aleja Szpitala Ujazdowskiego biegnąca od Alej Ujazdowskich

Podstawowe źródła


Zdjęcia

Szpital Ujazdowski
płk dr med. Leon Strehl - szef służby zdrowia Komendy Głównej AK,
komendant Szpitala Ujazdowskiego (1940-1944)

Szpital Ujazdowski
ppłk prof. Teofil Kucharski
komendant Szpitala Ujazdowskiego podczas Powstania Warszawskiego

Szpital Ujazdowski
http://opencaching.pl/viewcache.php?wp=OP48C3

Szpital Ujazdowski
Budynek przy ul. Chełmskiej 19, gdzie ewakuował się Szpital Ujazdowski

Szpital Ujazdowski
Zespół tablic pamiątkowych Szpitala Ujazdowskiego na skwerze L. Strehla

Szpital Ujazdowski
Zamek Ujazdowski dzisiaj

Dodatkowe informacje


Krzyżówki