Więzienie karno-śledcze nr III w Warszawie

Toledo
Pomnik „Ku Czci Pomordowanych w Praskich Więzieniach 1944–1956”, znajdujący się w miejscu więzienia karno-śledczego nr III w Warszawie, ul. Namysłowska 6
Pomnik odsłonili byli więźniowie 11 Listopada, żołnierze Narodowych Sił Zbrojnych: płk Stanisław Borodzicz, mec. Tadeusz Tomaszkiewicz i Maria Kobierzycka.

Więzienie karno-śledcze nr III w Warszawie tzw. Toledo to więzienie Urzędu Bezpieczeństwa i NKWD przeznaczone dla żołnierzy Armii Krajowej, Narodowych Sił Zbrojnych oraz innych organizacji podziemnych, działające w latach 1944–1956 na warszawskiej Nowej Pradze z siedzibą w nieistniejącym już budynku przy ul. Ratuszowej 11 (obecnie Namysłowska 6). .
Po tym jak 14 września 1944 r. Pragę zajęły wojska radzieckie, w ślad za nimi pojawiły się oddziały NKWD. Rozpoczęło się wyłapywanie uczestników zbrojnego podziemia niepodległościowego, żołnierzy Armii Krajowej, Narodowych Sił Zbrojnych, a także członków konspiracyjnych organizacji młodzieżowych.


English version



No. III Penal and Investigatory Facility in Warsaw


The no. III penal and investigatory facility in Warsaw, the so-called Toledo, was a Security Office (UB) and NKVD prison for soldiers of the Home Army, National Armed Forces and other underground organisations. The prison operated in the years 1944-1956 in the Warsaw neighbourhood of Nowa Praga with headquarters in the no longer existing building within the barracks at 11 Listopada Street (now 6 Namysłowska Street).

When Praga was taken over by the Soviet army, NKVD units appeared and started to catch those who belonged to the armed independence underground, soldiers both of the Home Army and the National Armed Forces as well as members of underground youth organisations. The Toledo prison was established in 1944.

Originally it was an NKVD prison but later it was run by the Security Office. It was surrounded by a 3 metre high wall with barbed wire and glass slivers fixed at the top. Watchtowers with searchlights stood in the corners. From 1951 the death cells were situated on the first floor. This prison was considered one of the toughest prisons of its type. It was infamous for its tortures and numerous executions.

The exceptionally oppressive conditions in this prison were due to overcrowding, malnutrition, feeding prisoners with partly spoiled food, and lack of proper medical care. However, most deaths in the prison resulted from extremely severe interrogations. The executions were carried out in a special death bunker or outside the building in a wall recess. Later the bodies were secretly buried either at Bródno Cemetery, at the cemetery wall, in a ditch within the prison area or in the so-called Meadow quarter of Warsaw’s Powązki Military Cemetery.

It is estimated that the Toledo claimed about 1,000 victims. After 1956 it was turned into a women’s prison which in 1975 was moved to Chłopickiego Street in the Grochów neighbourhood. At that time the original prison buildings were demolished.  The Monument in Honour of Detainees Murdered in Praga Prisons was erected in 2001 on the original prison foundations.


Historia budynku

Więzienie powstało w 1944 roku na terenach koszar 36. Pułku Piechoty Legii Akademickiej, wybudowanych jeszcze za czasów carskiej Rosji.
W końcu 1944 adaptowany przez NKWD na więzienie karno-śledcze, tzw. "Toledo". Podwyższono skrzydła boczne, zmieniono dach nad korpusem głównym oraz rozebrano parterowy budynek pomiędzy skrzydłami bocznymi. .
Początkowo, po II wojnie światowej, było to więzienie NKWD, a później dopiero UB.
Toledo odgrodzone było murem wysokim na trzy metry, z drutem kolczastym i odłamkami szkła wmurowanymi ostrymi krawędziami w górę. W narożnikach znajdowały się wieże strażnicze z reflektorami. Od 1951 roku cele śmierci mieściły się na pierwszym piętrze.
Po 1956 roku „Toledo” zamieniono na zakład karny dla kobiet. W 1975 roku przeniesiono go na ulicę Chłopickiego na Grochowie, zabudowania rozebrano.
W 2001 roku na oryginalnych fundamentach dawnego wiezienia przy ulicy Namysłowskiej stanął Pomnik ku Czci Pomordowanych w Praskich Więzieniach z więźniem rozrywającym kraty, dokładnie w miejscu, gdzie w latach 50. znajdowało się Więzienie Karno-Śledcze nr III .
W czasach PRL na części działki powstały dwa bloki, reszta terenu pozostawał pusta, dziko zarośnięta i przez nikogo nie pielęgnowana. Z początkiem roku 2011 na teren byłego więzienia wpuszczono żurawie, zaczęto stawiać 7 piętrowe bloki mieszkalne oraz szkołę muzyczną. Podczas budowy znajdowano szczątki ludzkie.

Tortury i egzekucje

Od początku swego istnienia "Toledo" było miejscem kaźni żołnierzy zbrojnego podziemia oraz członków tajnych organizacji (tzw. „Żołnierzy Wyklętych”). Uważane było za jedno z najcięższych więzień tego typu, słynęło z tortur i licznych egzekucji.
"Toledo" było umiejscowione z dala od centrum i dużych skupisk ludzkich. Ubecy mieli tam idealne warunki do mordowania ludzi.
Przybywający do więzienia po przejściu przez furtkę w dużej żelaznej bramie wchodził do wartowni, gdzie spisywano personalia, następnie do magazynu, gdzie rozbierał się do naga, oddawał wszystkie rzeczy osobiste i otrzymywał ubranie więzienne. Po tych czynnościach prowadzony był przez podwórko do dużego piętrowego budynku. Tam na pierwszym piętrze był oddział śledczy, czyli osobne cele dla mężczyzn i kobiet po jednej stronie szerokiego korytarza, a po drugiej niewielkie pokoje, gdzie urzędowali oficerowie śledczy. Po zakończeniu śledztwa, skierowaniu sprawy do sądu i po ogłoszeniu wyroku więzień (jeśli nie został wywieziony do innego więzienia) był przenoszony do celi na parterze, czyli na oddział karny, i tam odsiadywał wyrok. Niezwykle ciężkie warunki przebywania w więzieniu spowodowane były przepełnieniem, ale też niedożywieniem, karmieniem żywnością nadpsutą, brakiem właściwej opieki lekarskiej, a przede wszystkim wyjątkowo ciężkie przesłuchania stawały się przyczynami coraz liczniejszych zgonów. Pośród tzw. zmarłych znajduje się nieokreślona liczba osób zamordowanych podczas śledztwa, ale też poza pomieszczeniami przesłuchań.
"Toledo" było nie tylko miejscem odosobnienia, ale przede wszystkim męczeństwa i wyrafinowanych tortur. Do ulubionych metod należało bicie gumowymi pałami po całym ciele, kopniaki wymierzone w serce, nerki, krocze i twarz, miażdżenie palców. Jeden z oprawców Tadeusz Poddębski stosował wyjątkowo bestialską torturę: siedzenie na nodze od stołka z uniesionymi nogami.
Z upodobaniem bił więźniów prokurator Landzberg, który jeszcze w 2000 r. pobierał swoją emeryturę w Izraelu. To w więzieniu "Toledo" doświadczenia ubeckiego nabierała Julia "Luna" Brystygierowa, stosująca wobec więźniów tzw. szufladę, a następnie bijąca ich batem po twarzy. Więźniowie na apelach musieli stać nago, często wiele godzin wprost na betonie.
Grozę budziła też "trumna" – kanał w murze o wymiarach 180 cm długości; 60 cm szerokości i 40 cm wysokości. Do "trumny" wciskano więźnia nago, jeśli tylko nie spełniał oczekiwań śledczych. Kolejnym traumatycznym miejscem był karcer – cela bez okna, łóżka i urządzeń sanitarnych. .
Więzienie "Toledo" było prawdziwym kombinatem zbrodni. Od przesłuchań, poprzez sąd do egzekucji włącznie. Egzekucji dokonywano w specjalnym bunkrze śmierci. Strzelano w tył głowy z rewolweru "Nagan". Następnie zwłoki chowano na terenie więziennym, w rowie, bez ubrania. Na przemian układano śmiecie, wapno i ludzkie ciała. Dla zatarcia zbrodni, na jednej ze zbiorowych mogił posadzono drzewa. Na innej mogile zbudowano bloki.
Na apelach więźniowie musieli stać nago, na betonie, często nawet przez dwie godziny. Więźniowie byli całkowicie odizolowani, nie otrzymywali żadnych gazet, książek, bez przerwy mieli rewizje.
Cela skazanych na śmierć znajdowała się na pierwszym piętrze, egzekucje odbywały się w co najmniej dwóch miejscach: w specjalnym bunkrze śmierci (dwie piwnice na dziedzińcu więzienia) oraz poza budynkiem więziennym w załomie muru. Wmurowano tam szynę, na której wieszano skazańców. Następnie zwłoki chowano na terenie więziennym, w rowie, bez ubrania. Dla zatarcia zbrodni na jednej ze zbiorowych mogił posadzono drzewa, na innej zaś postawiono bloki mieszkalne. Chowano też potajemnie na cmentarzu na Bródnie lub pod murem cmentarza. Na razie zdołano ustalić ok. 100 nazwisk osób straconych na 11 Listopada.
Zwłoki pomordowanych były grzebane w rowie, który znajdował się na terenie więzienia. Ciała składane były na zmianę ze śmieciami i zasypywane wapnem. Dla zatarcia zbrodni, na jednej ze zbiorowych mogił posadzono drzewa. Niektórych więźniów chowano w bezimiennych mogiłach na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach w kwaterze na Łączce, a także na Cmentarzu Bródnowskim.
Ocenia się, że "Toledo" pochłonęło około 1000 ofiar.

Funkcjonariusze

Pierwszym naczelnikiem więzienia "Toledo" był od lutego do lipca 1945 r. por. Kazimierz Szymonowicz "Krwawy Kazio". Naprawdę nazywał się Kopel Klejman. Pochodził z żydowskiej rodziny mieszkającej w Chęcinach i był zdeklarowanym komunistą. Jako komendant więzienia lubił własnoręcznie wykonywać wyroki śmierci. Jeśli nie miał na to ochoty, posługiwał się niepełnosprawnym umysłowo młodym chłopakiem, któremu kazał zabijać ludzi. To właśnie Szymonowicz razem z niepełnosprawnym umysłowo pomocnikiem powiesił rotmistrza Lucjana Szymańskiego "Janczara". Wieszał go kilkakrotnie, bo za pierwszym razem złamała się gałąź. Po wykonaniu wyroku na „Janczarze",Krwawy Kazio" razem z więźniami folksdojczami zbudował na podwórzu z cegieł bunkier do wykonywania wyroków śmierci, z hakami do wieszania przy suficie.
Po nieudanej próbie zamachu na jego życie, podjętego przez działaczy WiN-u został naczelnikiem centralnego więzienia w Rawiczu (1945–1949).
Renegat i psychopata Szymonowicz nigdy nie odpowiedział karnie za popełnione zbrodnie. Spotkała go jednak inna sprawiedliwość. Klejman miał syna, który po wojnie studiował w Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie. Zawód Klejmana i jego okrucieństwa były znane w Warszawie. Młodemu Szymonowiczowi z tego powodu wciąż docinano. Nie mógł znieść ciągłego przypominania o zbrodniach ojca i popełnił samobójstwo, skacząc z okna. Najprawdopodobniej Klejman też popełnił samobójstwo, odkręcając gaz. .
Więźniowie zapamiętali nazwiska śledczych na 11 Listopada. Byli wśród nich: Zygmunt Knyziak, Tadeusz Jakubowski, Tadeusz Poddębski, Józef Frydman, Kazimierz Chudy, Bronisław Szczerbakowski, Jerzy Łobanowski, Paweł Szymański, Henryk Świerczyński, Marceli Kamiński.
Do najbardziej brutalnych należeli: Tadeusz Gózik, Zygmunt Knyziak, Tadeusz Poddębski, Józef Frydman i prokurator Landzberg. W przesłuchaniach i znęcaniu się nad więźniami brała udział również Julia Brystygier. Kolejnymi naczelnikami więzienia byli:
  1. od 27 sierpnia 1946 do 30 lipca 1947 r. Czesław Zdunek,
  2. od 15 grudnia 1947 do 1 grudnia 1949 r. por. Alojzy Stolarz,
  3. od 1950 do 1 czerwca 1951 r. por. Marceli Kamiński,
  4. od 1 czerwca 1951 do 1 grudnia 1954 r. kpt. Saul Wajntraub.

Więźniowie

W więzieniu zostali zamordowani m.in.:
  1. Józef Czerniawski
  2. Edward Grabarz
  3. Zygmunt Kęska
  4. Stefan Nowaczek
  5. Edward Nowicki
  6. Lucjan Szymański
Więzieni żołnierze batalionu Zośka
  1. Anna Borkiewicz-Celińska
  2. Henryk Kończykowski ps. „Halicz”
Wspomnienia więżniów
  1. por. pilot Witold Teske – oficer wywiadu i kontrwywiadu NSZ, który do 1948 r. przekazywał na Zachód raporty o sytuacji w kraju.
    Przez całą noc pastwili się nade mną, bijąc kablem, pałką oraz kopiąc po całym ciele. Biciem zmuszali mnie do wykonywania przysiadów, aby w ten sposób osłabić moje siły. Aby wzmóc katowanie, chcieli mnie przekonać, że jeśli nawet kiedyś wyjdę z więzienia, będę kaleką, w tym celu uderzali moją głową o mur ściany, kopali w krocze, serce, nerki, żebra. Tak skatowanego przywlekli mnie rano 'śmieciuchy' do celi, z której za kilkanaście minut ponownie wezwany zostałem do śledczego. I znów to samo, te same metody, tylko nieco urozmaicone, a mianowicie odwracano stołek do góry nogami, a jedną z tych nóg wciskano do odbytnicy (specem w tej dziedzinie tortury był Tadeusz Poddębski, wprowadzając swoim palcem nogę stołka do odbytu).
    Po takim zabiegu zmuszano mnie do podniesienia nóg do poziomu, a kiedy te opadały, kopano buciorami po piszczelach. A kiedy i tego było im za mało, zdejmowano mi obuwie i rozdeptywano mi buciorami palce, lub obwiązywano mi głowę i twarz zasłonami okiennymi, całą ich długością i wtedy T. Poddębski brał między nogi głowę, a rękami uciskał usta i nos, powodując w ten sposób utratę przytomności. Szczególnym okrucieństwem odznaczał się kpt. Tadeusz Gózik - naczelnik oddziału IV, stanowisko to objął po Tadeuszu Jakubowskim. 
  2. Jerzy Skorupiński, oficer NSZ Samodzielnego Batalionu im. brygadiera Mączyńskiego (siedział na 11 Listopada "tylko" dwa tygodnie, między 1 a 14 listopada 1945 r. )
    - Byłem tu przelotem. Zostałem aresztowany 6 kwietnia 1945 r., dwa dni później mój ojciec, który był w zapleczu politycznym NSZ - wspomina. 
    - Chociaż siedziałem tam tylko dwa tygodnie, zdążyłem poznać to miejsce - opowiada pan Jerzy. - Dowiedziałem się wielu strasznych rzeczy. Wstrząsające wrażenie wywarły na mnie - miałem 21 lat - napisy na ścianach. 
    - To było straszne więzienie, niech mi pani wierzy. Gdy mnie zwalniali, jeszcze za bramą oglądałem się ukradkiem, czy nie strzelą mi w głowę - wspomina.
  3. Mecenas Tadeusz Tomaszkiewicz
    Koło mnie prowadzili do bunkra śmierci 13-letniego chłopca. Prosił o księdza. »Ja ci będę księdzem, ty sk…synu!« – wrzasnął oprawca i strzelił chłopcu w głowę. […] 30 czerwca 1945 r. prowadzili nas do pociągu do Wronek. Założyli nam niemieckie czapki. Więc z całych sił śpiewaliśmy partyzanckie piosenki, żeby ludzie wiedzieli kim jesteśmy.
  4. Krystyna Miszczak-Opałło
    Toledo
    Od lewej zdjęcie w 1946 r. oraz w 1948 r. lub 1949 r. po wyjściu z więzienia

    Przed świętami Wielkanocnymi, tj. w kwietniu 1946 r., przewieziono nas grupami do więzienia śledczego na Pradze przy ul. 11 Listopada. Po odbytej kwarantannie w zapluskwionej straszliwie celi bez prycz (spało się z głowami na miskach odwróconych do góry dnem, bo nic innego nie było, a pluskwy kapały z sufitu), przenoszono aresztowane dc poszczególnych cel w oddziale usytuowanym w bocznym skrzydle na pierwszym piętrze z oknami od strony dziedzińca więziennego. W mojej celi oprócz mnie były cztery kobiety. O jednej z nich zachowałam szczególne wspomnienia. Była to starsza kobieta, lat ok. 60 o nazwisku Bernaciakowa, która została aresztowana razem z mężem (był na oddziale męskim więźniów politycznych). Byli oni rodzicami słynnego partyzanta Armii Krajowej o ps. „Orlik". Mieszkali w Rykach. Teren ten był w tym okresie miejscem szczególnych represji. Osoby, które się ujawniły w 1945 r., zostały częściowo wywiezione na Syberię, według relacji jednej z więźniarek z naszego oddziału, Haliny Michalskiej z okolic Żelechowa, której męża spotkał taki los. Ponadto było dużo kobiet, z którymi stykałyśmy się w więzieniu, zatrzymanych za pomoc partyzantom: gotowanie bądź dostarczanie żywności, za noclegi lub łączność. Pani Bernaciakowa była to kobieta godna podziwu i szacunku. Gdy w czerwcu 1946 r. zawiadomiono ją o śmierci syna, wróciła do celi z zaciśniętymi ustami i nie płakała. Cały czas się modliła. Ponieważ byłam z nią w jednej celi ok. dwóch miesięcy, poznałam ją bliżej: imponowała nam swoim spokojem i opanowaniem, nie narzekała, dawała nam znać, że sprawa, za którą cierpi, jest słuszna. Nas, młodych podtrzymywała na duchu, miała w wielkiej pogardzie funkcjonariuszy, którzy przez cały czas nękali ją wzywaniem na rozmowy, straszeniem, wyzywaniem syna od „bandytów" itp. Była to prosta kobieta o wielkiej kulturze ducha.
    Na spacery prowadzono nas na dziedziniec parami albo pojedyncza. Jak wynika z załączonego planu, chodząc w kółko przechodziłyśmy pod oknami cel śmierci - dwa okna na pierwszym piętrze. Dopóki na oknach nie było blaszanych koszy, tj. do sierpnia 1946 r., ukazywały się w tych oknach głowy skazańców. Zawsze było ich tam kilku. Patrzyłyśmy w tamtą stronę i czasami coś usłyszałyśmy bądź zobaczyłyśmy, jak gestami rąk chcieli nam przekazać, jak długo tam siedzą bądź że dzisiaj ma być egzekucja. Byli to ludzie już po sprawach i oczekujący na wykonanie wyroku lub akt łaski.
    Podczas jednego ze spacerów jeden z więźniów o bardzo bladej, wymizerowanej, pociągłej twarzy, rzucił gryps przeznaczony dla mnie. Był to pierwszy i jedyny gryps, jaki wyniosłam pod obcasem buta wraz z ryngrafem, jaki otrzymałam w ten sam sposób kilka dni później. Skazany, jak wynika z grypsu, nazywał się Bohdan Olszewski. Student III roku weterynarii Uniwersytetu J. Piłsudskiego. Pozostałe grypsy, a było ich kilka, zniszczyłam ze względu na powtarzające się rewizje w celi. Wszystkie były pisane ujmująco i z wielkim żalem za straconym i nie przeżytym żydem. Kochał matkę, gorąco miłował Polskę. Nie chciał odejść teraz, po latach konspiracji, jaką udało mu się przeżyć w latach wojny. Podałam mu swoje imię, przechodząc pod oknem, stąd dedykacja na odwrocie ryngrafu. Olszewski został stracony 18 maja 1946 r. rano przez powieszenie, jak nam powiedzieli jego współtowarzysze z celi.
    Twarze w celach śmierci ciągle się zmieniały. Z wiadomości przekazywanych nam najczęściej przez więźniów kryminalnych, którzy zamiatali podwórze, wiemy, że w czasie naszego pobytu na 11 Listopada od wiosny do jesieni 1946 r. wykonano ok. trzydziestu kilku wyroków śmierci. Zwłoki wywożono w drewnianych zbitych z desek skrzyniach. Widziałyśmy takie skrzynie wywożono na wozie konnym i na samochodach, na terenie więzienia miedzy murem więzienia i murem koszar. Mówili nam o tym również więźniowie kryminalni tam zatrudnieni. Dwóch z nich znałam z widzenia z aresztu przy ul. Sierakowskiego.
    W lipcu bądź sierpniu miało miejsce następujące zdarzenie: oddział kobiecy znajdował się wówczas w poprzecznej części bocznego skrzydła, od strony koszar. Wieczorem, było już ciemno, usłyszałyśmy tupot nóg pod oknami i przeraźliwy krzyk mężczyzny, słyszałyśmy słowa „bandyci". Potem strzały, krzyk ustał. Była jeszcze jakaś szamotanina. Wyjrzeć nie mogłyśmy, bo w celi paliło się światło, a reflektory wież wartowniczych, obracając się, kontrolowały teren. Następnego dnia dowiedziałyśmy się. że tego wieczoru straceni zostali dwaj więźniowie z Pułtuska: [Konstanty] Kociszewski i drugi [Edmund] Zakrzewski. Sprawa aresztowanych z Pułtuska była nam bliżej znana, ponieważ z tej grupy na naszym oddziale była młoda dziewczyna Maria Kalinowska (lat 18), aresztowana wraz z ojcem i bratem, uczniem.
    Egzekucje odbywały się na dziedzińcu, poza budynkiem więziennym w załomie muru (widocznym na planie). Mur w tym miejscu pokryty był smołą, u góry muru wmurowana szyna do wieszania skazańców. Urzą¬dzenia te widziałam, kiedy zimą popsuła się w więzieniu kanali¬zacja i kazano nam wynosić nie¬czystości na dziedziniec. Były tam budynki gospodarcze (pie¬karnia, pralnia, szwalnia). Praco¬wali tam więźniowie kryminalni którzy informowali nas o egze¬kucjach, przechodząc obok. lub gestami, pokazując strzał w gło¬wę bądź powieszenie. Egzekucje wykonywano również w karce¬rze. Były to dwie piwnice na dzie¬dzińcu więzienia. W jednej z nich jedna ze ścian była pokryta smo¬łą. Pomieszczenia te widziałyśmy ponieważ byłyśmy tam zamknięte przez 24 godziny za odmowę jedzenia obiadu, tj. surowego grochu zalanego gorącą wodą.
Więźniem „Toledo” był hm. Ryszard Jakubowski „Kot” - założyciel podziemnej organizacji harcerskiej "Orlęta" działającej w latach 50. m.in. na Targówku i Bródnie. Po wyjściu z więzienia i reaktywowaniu ZHP w 1956 r. organizował na Targówku 26 i 205 Warszawską Drużynę Harcerską.. r. organizował na Targówku 26 i 205 Warszawską Drużynę Harcerską. Dziś jest członkiem Komisji Historycznej Zarządu Głównego Stowarzyszenia Szarych Szeregów. Druh Jakubowski na http://konspharcerska-1944-1956.republika.pl/ stronie internetowej zamieścił notki biograficzne o harcerkach i harcerzach straconych w więzieniach Urzędu Bezpieczeństwa, w tym właśnie w „Toledo”.

Film i zdjęcia


Więzienie Toledo

Toledo
Toledo 1957 r.
http://www.warszawa1939.pl/i.php?o=11listopada_15_36pp_28

Kolejne trzy zdjęcia pochodzą z książki:

Śladami zbrodni Przewodnik po miejscach represji komunistycznych lat 1944 – 1956 (Redakcja naukowa Tomasz Łabuszewski”, Instytut Pamięci Narodowej, Warszawa 2013

Toledo
Wejście do więzienia przez furtkę w dużej żelaznej bramie

Toledo
Widok na dziedziniec więzienny przez zakratowane okno

Toledo
Korytarz więzienny, na zakreslone kredą miejsca więżniowie nie wolno było wejść nawet w momencie, gdy opuszcza celę

Toledo
Toledo dzisiaj
http://duchywarszawy.blogspot.com/2012/06/oblicza-pragi-toledo-dzisiaj.html

Piśmiennictwo

  1. Śladami zbrodni Przewodnik po miejscach represji komunistycznych lat 1944 – 1956 (Redakcja naukowa Tomasz Łabuszewski), Instytut Pamięci Narodowej, Warszawa 2013
  2. https://pl.wikipedia.org/wiki/Wi%C4%99zienie_karno-%C5%9Bledcze_nr_III_w_Warszawie
  3. http://www.twoja-praga.pl/praga/dawna_praga/1704.html
  4. http://www.radiownet.pl/publikacje/komunistyczne-praskie-wiezienie-karno-sledcze-nr-iii-w-
  5. warszawie-tzw-toledo-to-bylo-straszne-wiezienie
  6. http://www.stowarzyszenie.edu.pl/en/projekty-2012/cieki-pamici/odcinek-wizienie-qtoledoq

Pytania testowe