Roman Stramka

Roman_Stramka

Roman Stramka, (ur.13.07.1916 w Ptaszkowej, zm. 01.09.1965), ps. „Romek”, „Bardiowski”, przewodnik i kurier AK i placówki «W» w Budapeszcie przez „zieloną granicę”, narciarz biegowy, wicemistrz Polski 1953 r. w biegu na 53 km., trener i instruktor narciarstwa.

Okres przed II wojną światową

Roman Stramka urodził się 13 VII 1916 r. w Ptaszkowej. Stamtąd pochodziła jego matka Maria. Jego ojcem był góral rodem z Harklowej, kolejarz Ludwik Stramka. Skromny rodzinny dom Stramków, podobnie jak ponad siedemdziesiąt lat temu stoi w jednej z dzielnic Nowego Sącza – Gorzkowie, przy ul. Gorzkowskiej 28 (ostatni dom schowany w zaroślach drzew, przed stacją benzynową przy hipermarkecie Real). Roman Stramka pochodził z wielodzietnej rodziny, miał aż dziewięcioro rodzeństwa.
W Nowym Sączu uczęszczał od Szkoły Powszechnej i Gimnazjum Handlowego, również ukończył Instytut Handlowy w Wilnie. W latach młodzieńczych poza nauką i pracą w rodzinnym gospodarstwie uprawiał sport który z czasem stał się jego życiową pasją.
Z powodzeniem trenował wiele dyscyplin w przedwojennych nowosądeckich klubach sportowych KS KPW „Sandecja” czy TZR Beskid. Był lekkoatletą, kajakarzem, piłkarzem, kolarzem, jednak najbardziej ze wszystkich trenowanych dyscyplin umiłował sobie narciarstwo. Jako najmłodszy w sekcji narciarskiej KS KPW „Sandecja” pod okiem trenera Leopolda Kwiatkowskiego wyrósł na jednego z wybijających się zawodników, wygrywał z łatwością swoje konkurencje w kategorii juniora, a podczas swojego pobytu w Wilnie zdobył tytuł mistrza w biegu na 18 km.
Roman_Stramka

Przed wybuchem II wojny światowej pracował również przy budowie drogi w rejonie powstającej zapory wodnej na Dunajcu w Rożnowie, a zarobione pieniądze wydał na zakup roweru wyścigowego.

Okres okupacji

W chwili wybuchu II wojny światowej wraz z kolegami udał się na wschód uciekając przed przesuwającym się frontem, by po kilku tygodniach powrócić do domu. W październiku 1939 r. został zaangażowany przez Leopolda Kwiatkowskiego wraz ze swoimi kolegami z Gorzkowa i sekcji narciarskiej KS KPW „Sandecja” do organizacji siatki przerzutowej ludzi na Węgry.
Wraz ze swoim kolegą Franciszkiem Krzyżakiem ps. „Frantol” zorganizował trasę przerzutów wiodącą z Nowego Sącza do Piwnicznej i Starej L’ubovli. Po raz pierwszy zameldował się w Budapeszcie początkiem 1940 r., gdzie po odbyciu odpowiedniego kursu na kuriera, został zaprzysiężony oraz wyposażony w odpowiednie „lewe” dokumenty tożsamości.
W lutym 1940 r. w okolicach Presova został aresztowany i umieszczony w areszcie, skąd odtransportowano go do granicy Generalnego Gubernatorstwa i przekazany muszyńskiej placówce Gestapo. Po wstępnych „przesłuchaniach” został umieszczony na dwa tygodnie w sądeckiej placówce Gestapo gdzie po raz kolejny był na przemian bity i przesłuchiwany. Następnie wysłany do tarnowskiego więzienia, gdzie na przełomie kwietnia i maja 1940 r. został wyczytany na transport do obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu. W trakcie transportu koleją w bydlęcym wagonie Roman Stramka podjął ucieczkę, a uratowało go ... - „(...) Skuli łańcuszkami nas osiemnastu i przeczepili łańcuszki do jednego wspólnego łańcucha przyśrubowanego wewnątrz bydlęcego wagonu. Ale że mam grube ręce w przegubach, a dłonie wąskie, dość prędko zsunąłem te żelaza. Gdy tylko zaczął pociąg przed stacją zwalniać, wstrzymałem się do okienka i wyskoczyłem (...)”.
W krótkim czasie po ucieczce z transportu do Oświęcimia dom Stramki był kilkakrotnie „odwiedzany” przez Gestapowców i ich licznych konfidentów. Pewnego razu udał się wieczorem do swojego domu w Gorzkowie aby spotkać się z matką. Ktoś doniósł o jego wizycie. Gestapo wraz z policją granatową zorganizowało obławę, z której udało się Stramce szczęśliwie po raz kolejny brawurowo wydostać.

Ucieczka z więzienia w Nowym Sączu

18 X 1941 r. miała miejsce kolejna brawurowa ucieczka Romana Stramki. Tym razem udało mu się zbiec z sądeckiego więzienia Gestapo. Była to ucieczka niepowtarzalna i wyjątkowa na której to temat napisano bardzo wiele, choć niestety nie zawsze było to prawda. Podstępnie aresztowany przez gestapowca Johana Gorkę w Nowym Sączu, trafił do sądeckiego więzienia Gestapo. W tym okresie miało miejsce jego „opróżnienie” poprzez egzekucje i transporty więźniów do więzienia w Tarnowie i obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu w którym pozostała garstka więźniów, min. Jadwiga Freisler ps. „ Matka” i żona Leopolda Kwiatkowskiego.
Pracownicy sądeckiej placówki Gestapo z Hammanem na czele, nie wyznaczyli Stramki do najbliższego transportu więźniów zmierzającego do więzienia w Tarnowie ponieważ chcieli dokonać jego egzekucji w Nowym Sączu. Po kolejnych przesłuchaniach i wymyślnym biciu przez gestapowców, trafił do pojedynczej celi i został „oddany pod opiekę” Johanna Bronholdta. Pewnego wieczoru strażnik o nazwisku Butz przyniósł mu do celi kolację mówiąc przy tym - „Żryj Stramka, bo jutro pójdziesz pod śtreke...”. W tym momencie Stramka już wiedział że czeka go śmierć. Wiedząc również że w więzieniu przebywa żona Kwiatkowskiego i „Matka”, upuścił sobie krew z nosa i na papierze po torbie po cukrze napisał zapałką pożegnalny gryps.
Tymczasem rankiem ku jego zaskoczeniu został przez Butza zabrany do pomocy przy uporządkowywaniu strychu. Pozostał tam sam i niesiony instynktem i chęcią wydostania się z więzienia na wszelki wypadek poruszył dachówki. Przy sprzątaniu znalazł również metalową łyżkę, którą następnie schował do swojego buta, a wychodząc z pomieszczenia celowo nie domkną drzwi od strychu.
Po powrocie do celi przez resztę dnia i pół nocy ocierał zdobytą łyżkę o żelazną nogę od łóżka w celu zrobienia wytrychu, aby móc wydostać się z celi i przedostać się zapamiętaną drogą na strych więzienia. Kiedy zrobiony z łyżki wytrych dopasował się do zamka, Stramka wydostał się z niej i podrzucił do celi w której przebywała „Matka” i Kwiatkowska napisany wcześniej gryps.
Przedostał się na strych, odszukał wcześniejsze obluzowane dachówki i po kolei rozpoczął je wyciągać aby móc wyjrzeć na zewnątrz i zorientować się w której dokładnie jest części więzienia. Wyszedł na dach, i zauważył że pod stromym jego spadem znajduje się rynna deszczowa, delikatnie po dachówkach zsuną się w jej kierunku aż bezpiecznie namacał ją palcami swoich stóp. Następnie chwycił się rękami krawędzi rynny i delikatnie zsunął się z dachu trzymając się krawędzi rynny. Dzięki zahartowaniu w sporcie, a szczególnie kajakarstwie Stramka posiadał bardzo silne ramiona i dłonie co umożliwiło mu utrzymać swoje ciało w pozycji zwisu i powolne przesuwanie w stronę rogu dachu budynku gdzie znajdowała się rynna odprowadzająca deszczówkę.
Kiedy dotarł do rogu dachu, niespodziewanie przez pobliski most kolejowy na Dunajcu przejeżdżał pociąg towarowy z pustymi cysternami powodując przy tym duży hałas. Stramka zmęczony już bezwładnym zwisaniem, zauważył że przy końcu rynny prowadzącej na dół budynku znajduje się od drugiej strony muru odgradzającego teren więzienia przylegająca do niego swego rodzaju szopa. Sprytnie wykorzystał moment przejazdu pociągu, zsuną się po rynnie na dół, i zeskoczył na dach wspomnianej szopy. Po przedostaniu się na drugą stronę muru schował się w wiklinie rosnącej przy brzegu Dunajca. Odczekał tam chwilę aby sprawdzić czy jego ucieczka została wykryta przez strażników, nikt się nie zorientował że Romek „prysnął”, więc przepłynął wpław Dunajec i znalazł schronienie w jednym z domów znajdujących się na niepewnym terenie, bo zamieszkałych przez potomków kolonistów niemieckich Stadłach.
Po ucieczce zgłosił się do kierownictwa przerzutów w Nowym Sączu, które nie dało wiary Jego „opowieściom” i trzymało go na uboczu, dopiero kiedy z więzienia wyszła „Matka” i Kwiatkowska przekazując przekazany im gryps, cała prawda o ucieczce ujrzała światło dzienne i niezwłocznie po raz kolejny powrócił Roman Stramka do służby na niebezpiecznych szlakach przerzutowo-kuriersko-łącznościowych polskiego podziemia.

Roman_Stramka


Ucieczki z pociągu i z więzienia na Węgrzech

Kolejna poważna wpadka Stramki miała miejsce latem 1942 r. Wtedy wraz z Józefem Krzeptowskim ps. „ Józek” po przekroczeniu granicy słowacko-węgierskiej i dotarciu z Polomy do Rozsynǒ, obydwaj po wcześniejszym zakupie biletów wsiedli do pociągu zmierzającego do Budapesztu. W tym okresie na Węgrzech zaczęli się pojawiać radzieccy spadochroniarze, a podejrzliwy kasjer na stacji w Rozsynǒ zaalarmował „kogutów” o możliwym podróżowaniu takich osobników najbliższym pociągiem do Budapesztu wskazując na osoby Krzeptowskiego i Stramkę. Na stacji Trynalya do pociągu wsiedli węgierscy żandarmi. Na ich widok stojący na korytarzu Krzeptowski, wyskoczył z pociągu. Nie zdążył obudzić śpiącego w przedziale Stramkę, który został aresztowany. „Koguty” po wylegitymowaniu zabrali broń, i pozostawiwszy przy „Romku” pieniądze wsiedli do pociągu jadącego w kierunku Košic. Dalej wydarzenia potoczyły się następująco – „(...) Pieniędzy mi nie zabrali, więc parę stacji dalej, na większym dworcu – fundnąłem im kolacje i kilka flaszek wina. W ciepłym, zatłoczonym przedziale żandarmi usnęli, więc wyrzuciłem przez okno swój plecak z pocztą i zaraz za nim wyskoczyłem z pędzącego pociągu (...). Stramka wraz z ocaloną pocztą wrócił do Budapesztu i ponownie wrócił na kurierskie szlaki.
Ostatnie przejścia kurierskie Romka miały miejsce wiosną 1944 r.. Był to już okres niemieckiej okupacji Węgier. „Romek” po dotarciu do Budapesztu wyjechał do kwatery kurierów nad Balaton w celu odszukania kolegi przewodnika-łącznika Rudolfa Lenca ps. „Rudek” . Na następny dzień miał wrócić Budapesztu udać się do Nowego Sącza. Jednak kiedy wyjeżdżał nad Balaton, spotkał na ulicy w Budapeszcie znajomego Stefana Walarowskiego, któremu powiedział gdzie jedzie, w jakim celu i kiedy wróci do Budapesztu. Po powrocie Stramka wraz z Lencem zostali aresztowani na dworcu kolejowym i osadzeni w więzieniu, skąd na przesłuchiwania byli transportowani do willi „Melinda” na wzgórzu Gelerta w Budapeszcie. Okazało się że Walarowski był agentem Gestapo. Po bezskutecznym i brutalnym śledztwie został skazany na karę śmierci i wyznaczony na transport więźniów do niemieckiego obozu koncentracyjnego w Mauthausen-Gusen. Po raz kolejny dzięki specyficznej budowie swoich dłoni, zdołał się wyswobodzić z kajdan i wyskoczyć z transportującego go pociągu w okolicach Wiednia . Po kilku dniach powrócił do Węgier, gdzie pozostał do końca wojny.
W trakcie pełnienia służby przerzutowo-kuriersko-łącznościowej 69 razy przebył trasę Nowy Sącz - Budapeszt.

Okres po II wojnie światowej

Po zakończeniu II wojny światowej „Romek” powrócił do kraju, w którym została go inna okupacja - radziecka. Był znów poszukiwany, tym razem przez UB za swoja działalność konspiracyjną w SZP-ZWZ-AK.
Z tego powodu wyjechał na ziemie odzyskane do Kamiennej Góry. Jednak po pewnym czasie został tam ujęty przez UB, i trafił do aresztu. Dzięki pomocy ówczesnego wicepremiera Stanisława Mikołajczyka (w czasie okupacji Stramka przeprowadził jego syna na Węgry) wydostał się aresztu.
„Romek” powrócił do uprawiania swojego ukochanego sportu – narciarstwa. Występował w reaktywowanej powojennej ekipie narciarzy „Sandecji”, będąc tam również trenerem i instruktorem.
Nie zapomnieli o nim również przyjaciele z kurierskich szlaków. Julian Zubek po objęciu w marcu 1948 r. stanowiska kierownika Ośrodka Wychowania Fizycznego Głównego Urzędu Kultury Fizyczne (GUKF) w willi „Lalka” przy ul. Chałubińskiego, ściągnął tam Stramkę który został instruktorem oraz trenerem narciarskim. W późniejszym czasie został zawodnikiem oraz instruktorem narciarskim w Cywilno - Wojskowym Klubie Sportowym (CWKS), w którego barwach zdobył w 1953 r. wicemistrzostwo Polski w biegu na 53 km.

Roman_Stramka


W późniejszym okresie był również aktywnym działaczem min. Spółdzielczym Klubie Sportowym „Start” Nowy Sącz, SKS „Start” Zakopane, Ludowy Klub Sportowy (LKS) „Poprad” Rytro, LKS Ptaszkowa. W 1954 r. na stałe osiadł w Nowym Sączu uprawiając aktywnie sport i szkoląc młodzież, która odnosiła sukcesy sportowe. Ukończył dwuletnie studia trenerskie, dzięki niemu w Sądecczyźnie szybko rozwijało się narciarstwo klasyczne.
Zmarł 1 września 1965 r. w wyniku doznanych obrażeń w wypadku motocyklowym. Przewieziony do nowosądeckiego szpitala, nie uzyskał odpowiedniej opieki medycznej . W czasie pełnienia służby przerzutowo-kuriersko-łącznościowej podczas II wojny światowej wielokrotnie uciekał śmierci wymykając się z rąk oprawców. Los okazał się okrutny, pozwalając śmierci zabrać „Romka” w takich okolicznościach...
Roman Stramka jeden z najdzielniejszych okupacyjnych przewodników i łączników tras przerzutowo-kuriersko-łącznościowych Polskiego Państwa Podziemnego spoczywa na cmentarzu komunalnym w Nowym Sączu przy ul. Rejtana, kwatera nr 19. Na nagrobku widnieje napis „Odznaczony Krzyżem Virtuti Militari, prawy Polak, gorący patriota, bohaterski kurier AK, przyjaciel młodzieży, ambitny sportowiec, trener narciarski miłośnik przyrody, wierny druh. Cześć jego pamięci”.
Roman_Stramka
Roman_Stramka


Pośmiertnie został odznaczony przez Rząd Polski na emigracji Srebrnym Krzyżem Orderu Virtuti Militari oraz Krzyżem Walecznych. Jego imieniem został ochrzczony stadion sportowy sądeckiej młodzieży przy Szkole Podstawowej nr 1 w Nowym Sączu oraz po wielu latach jedna z ulic Nowego Sącza w dzielnicy Gorzków gdzie się wychował.
Roman_Stramka


Mural Romana Stramki

Odznaczenia i nagrody

  • Srebrny Krzyż Orderu Virtuti Militari
  • Krzyż Walecznych

Źródła