POMNIK: TRUSKAW

Truskaw
Pomnik w Truskawiu upamiętniający bitwę żołnierzy AK Grupy „Kampinos” z oddziałem RONA, wzniesiony w 1971 roku z inicjatywy środowiska AK Grupy „Kampinos”
www.kampinos.pl/zalacznik/id/571
Wieś Truskaw położona jest w powiecie warszawskim zachodnim, w gminie Izabelin, na terenie Kampinoskiego Parku Narodowego.
W Truskawiu toczyła się bitwa partyzancka w nocy z 2 na 3 września 1944 roku. Składająca się z 80 żołnierzy grupa szturmowa Grupy „Kampinos” AK, uzbrojona w broń maszynową, pod dowództwem por. „Doliny”, zmierzyła się z oddziałem RONA liczącym blisko tysiąc żołnierzy. Pomogło kompletne zaskoczenie przeciwnika. Zginęło 250 żołnierzy RONA, 100 raniono. Partyzanci zdobyli wóz z amunicją, dużo uzbrojenia i jedno działo, a drugie uszkodzili (stąd właśnie lufa armatnia przy pomniku). Podczas bitwy wieś spalono.

Przyczyny bitwy

27 sierpnia 1944 okolice Truskawia i Sierakowa obsadziły jednostki kolaboracyjnej brygady SS RONA, uniemożliwiając tym samym komunikację między oddziałami AK w Puszczy Kampinoskiej a powstańczą Warszawą. Nieprzyjaciel rozpoczął wkrótce ataki na polską placówkę w pobliskiej Pociesze. Przebieg walk w rejonie Pociechy wskazywał, że Grupa „Kampinos” nie powinna biernie oczekiwać na kolejne ataki ronowców. Należało się bowiem liczyć z możliwością silniejszego nacisku nieprzyjaciela, przy czym wynik kolejnego starcia mógłby się okazać nieprzewidywalny, gdyby Niemcy wzmocnili ronowców bronią pancerną oraz dodatkowymi bateriami artylerii.
Wywiad AK informował o stałym wzmacnianiu nieprzyjacielskich sił w Truskawiu i Sierakowie oraz o gromadzeniu nowych oddziałów w Laskach, Izabelinie i Hornówku. Jednocześnie artyleria RONA rozlokowana w Truskawiu i Sierakowie dawała się mocno we znaki obrońcom Pociechy. Polscy żołnierze musieli godzinami tkwić w okopach pod ostrzałem wroga, każdego dnia odnotowywano straty w zabitych i rannych. W zasięgu nieprzyjacielskich dział znalazły się również polskie placówki w Wierszach, Truskawce, Krogulcu i Kiścinnem.
Oddziały Grupy „Kampinos”, niedysponujące własną artylerią, nie mogły skutecznie odpowiadać na ostrzał nieprzyjaciela. Niemożliwe było również zneutralizowanie nieprzyjacielskiej artylerii poprzez wypady na przedpole, gdyż baterie RONA pozostawały bezpiecznie ukryte za przednimi pozycjami. Nie bez znaczenia był również fakt, że miejscowa ludność domagała się od żołnierzy AK reakcji na zbrodnie popełniane przez ronowców.
Frontalny atak na dobrze osłonięte pozycje silnie uzbrojonego przeciwnika nie rokował większych szans powodzenia, a także groził poważnymi stratami. W tej sytuacji por. „Dolina” już 1 września zaproponował mjr. „Okoniowi” przeprowadzenie głębokiego wypadu na tyły nieprzyjaciela. Celem tej ryzykownej akcji miało być rozbicie batalionu RONA kwaterującego w Truskawiu. Mimo początkowych wahań dowódca zgrupowania wyraził zgodę. Podjęto decyzję, że wypad na Truskaw zostanie przeprowadzony w nocy z 2 na 3 września. Ponadto „Okoń” postanowił, iż tej samej nocy osobiście poprowadzi podobny rajd na oddział RONA w sąsiednim Sierakowie.
Ze względu na charakter zadania „Dolina” postanowił przeprowadzić wypad niewielkim, lecz dobrze uzbrojonym oddziałem – złożonym wyłącznie ze starannie wybranych ochotników. Do udziału w akcji zgłosiło się ok. 600 żołnierzy, spośród których porucznik wybrał 80 (w tym 70 żołnierzy z oddziałów liniowych oraz 10 z formacji tyłowych). Wszyscy żołnierze byli uzbrojeni w pistolety maszynowe i granaty, zabrano również kilka ręcznych karabinów maszynowych oraz kilka granatników PIAT.
Plan przewidywał, że oddział „Doliny” dokona głębokiego obejścia Truskawia od zachodu i południa, po czym wykona zaskakujący atak na tyły przeciwnika. Zadanie było ryzykowne, gdyż w drodze do wsi żołnierze musieli niepostrzeżenie przejść przez odsłonięte pola, wymijając po drodze nieprzyjacielskie placówki.
Nieprzyjacielskie siły kwaterujące w Truskawiu szacowano na batalion piechoty oraz baterię artylerii – razem ok. 500 żołnierzy. Cennych informacji na temat liczebności nieprzyjaciela oraz położenia jego stanowisk dostarczył „Dolinie” zwiadowca Józef Zych ps. „Sosna”, który spenetrował wieś zanim oddział uderzeniowy wyruszył na akcję.

Przebieg bitwy

Wymarsz z Wierszy nastąpił 2 września o godz. 19.00. Nie chcąc przed walką zbytecznie przemęczać żołnierzy, „Dolina” zdecydował, że do pozycji wyjściowych oddział zostanie dowieziony furmankami. Przejazd piaszczystymi dróżkami leśnymi zajął około 2 godzin. Po dotarciu do wysuniętych placówek w Zaborowie Leśnym żołnierze pozostawili wozy, po czym kontynuowali przemarsz pieszo. „Dolina” uprzedził o planowanej akcji por. „Jerzego” i wachm. „Narcyza”, nakazując im czekać w pogotowiu i w razie potrzeby ruszyć z odsieczą oddziałowi uderzeniowemu. Obawiając się, że w ciemnościach żołnierze mogą się pogubić, lub – co gorsza – wpaść przypadkowo na nieprzyjacielskie ubezpieczenia, „Dolina” zarządził przemarsz dwójkami w zwartym szyku. Tej nocy świecił jednak jasny księżyc i tylko utrzymująca się mgła osłaniała przemarsz oddziału. Żołnierze, maszerując skrajem puszczy, dotarli na odsłoniętą przestrzeń, po czym kanałem biegnącym przez pola przedostali się do lasu zwanego „Dębina”. Po drodze udało się niepostrzeżenie wyminąć nieprzyjacielskie placówki. Po krótkim odpoczynku w „Dębinie” oddział przedostał się niezauważony na piaszczyste wydmy ciągnące się wzdłuż lasku „Szałasy”, gdzie „Dolina” ponownie zarządził krótki odpoczynek. Ostatecznie po trwającym blisko dwie i pół godziny podejściu polscy żołnierze dotarli do południowo-wschodnich opłotków Truskawia.
„Dolina” podzielił wówczas swój oddział na 3 grupy. Na lewej flance znalazła się drużyna dowodzona przez por. Lecha Zabierka ps. „Wulkan”. Środkiem poruszała się drużyna por. Aleksandra Wolskiego ps. „Jastrząb”, która odpowiadała jednocześnie za zabezpieczenie tyłów. Prawą flankę zajął oddziałek por. Tadeusza Gaworskiego ps. „Lawa”, któremu towarzyszył sam „Dolina”. Ustalono, że w czasie nocnej walki hasłem rozpoznawczym będzie zawołanie „Sobota!”. Polscy żołnierze wkroczyli do Truskawia około godz. 24.00. Wieś była opustoszała, gdyż większość mieszkańców uciekła wcześniej w obawie przed ronowcami. W jednym z gospodarstw żołnierze znaleźli jednak starego chłopa, który poinformował, że oddział nieprzyjaciela kwateruje w zabudowaniach folwarcznych na drugim krańcu wsi – położonym najbliżej Puszczy Kampinoskiej. Starzec ostrzegł również, iż tej nocy do wsi przybył kolejny batalion RONA dysponujący co najmniej kilkoma działami. Fakt ten oznaczał, że wyraźna już wcześniej dysproporcja sił wzrosła jeszcze bardziej. Po krótkim namyśle „Dolina” postanowił jednak atakować zgodnie z planem, licząc, że efekt zaskoczenia pozwoli zniwelować liczebną przewagę nieprzyjaciela.
Była prawdopodobnie godz. 1.00, gdy żołnierze „Doliny” przystąpili do ataku. Zaskoczenie nieprzyjaciela było kompletne. Polscy żołnierze opisywali później przebieg walki słowem „rzeź”. Wielu ronowców zginęło bowiem jeszcze we śnie, natomiast pozostali – kompletnie zaskoczeni, zazwyczaj oszołomieni alkoholem – nie byli w stanie stawić Polakom zorganizowanego oporu. W tej akcji żołnierze AK nie brali zresztą jeńców. Wkrótce znaczna część wsi stanęła w ogniu. Wielu ronowców spłonęło w podpalonych stodołach. Polscy żołnierze przerwali ogień tylko na krótką chwilę, aby umożliwić przetrzymywanym przez ronowców kobietom ucieczkę z płonących budynków. W nocnych ciemnościach walczono na najbliższą odległość i tylko umówione hasło „sobota” pozwalało polskim żołnierzom odróżnić kolegów od ronowców. Część nieprzyjacielskich żołnierzy ochłonąwszy z pierwszego zaskoczenia otworzyła ogień z granatników i broni maszynowej, lecz wobec panującego chaosu ostrzał ten raził w większym stopniu ich kolegów niż polskich partyzantów. Nieliczne nieprzyjacielskie gniazda oporu żołnierze „Doliny” likwidowali przy użyciu granatów lub granatników PIAT. Granatami wybito m.in. dowództwo batalionu RONA, które schroniło się w piwnicy jednego z domów. Wkrótce ocalali Rosjanie rozpoczęli paniczną ucieczkę. Uciekających w kierunku wsi Ławy wybijali żołnierze „Wulkana”, podczas gdy oddziałek „Lawy” likwidował nieprzyjaciół próbujących zająć stanowiska zapasowe na wschodnich opłotkach wsi. Miały miejsce wypadki, gdy rannych ronowców dobijali miejscowi chłopi, mszcząc się w ten sposób za wcześniejsze mordy, gwałty i grabieże.
Do nieprzyjacielskiej baterii dotarła jako pierwsza drużyna wachm. Aleksandra Bibika ps. „Zaręba” z grupy por. „Jastrzębia”. Obsługę dział błyskawicznie wybito. Polscy żołnierze nie dysponowali środkami transportu, które pozwoliłyby ewakuować zdobyte działa, dlatego też większość z nich byli zmuszeni unieszkodliwić. Działa niszczono poprzez wrzucenie granatu do lufy, bądź podkładano pod ich podwozia pociski artyleryjskie obłożone wiązkami słomy, które następnie podpalano. W płomieniach stanęło również kilkadziesiąt wozów z nieprzyjacielskiego taboru. Walka już wygasała, gdy znajdujące się na furach skrzynie z amunicją zaczęły eksplodować, co chwilowo wzięto za odgłos niemieckiej odsieczy dla ronowców. Ok. godz. 4.00 oddział „Doliny” przystąpił do odskoku w kierunku na Zaborów Leśny. Stacjonujące w pobliskich miejscowościach jednostki nieprzyjaciela zachowywały się biernie. Wachm. „Zaręba” zdołał wywieźć z płonącego Truskawia jedno zdobyczne działo, podczas gdy żołnierze „Lawy” zabrali ze sobą wóz z amunicją artyleryjską.

Epilog

Ryzykowny wypad na Truskaw został uwieńczony całkowitym powodzeniem. Niewielki oddział „Doliny” zdołał doszczętnie rozbić 2 silne pododdziały RONA oraz zlikwidować stanowisko artylerii dające się we znaki obrońcom Pociechy. Straty poniesione tej nocy przez brygadę RONA można określić tylko w przybliżeniu. Józef Krzyczkowski i Adolf Pilch, opierając się m.in. na informacjach uzyskanych od miejscowej ludności, podawali, że w czasie nocnej walki zginęło około 250 ronowców, a kolejnych 100 odniosło rany. Tadeusz Łaszkiewicz, bazując na informacjach przekazanych przez partyzancki zwiad konny, oszacował straty nieprzyjaciela na około 130 zabitych. Adam Borkiewicz i Tomasz Zatwarnicki oceniali z kolei, że brygada RONA straciła w tym starciu 91 zabitych. Żołnierze „Doliny” zdobyli działo kal. 75 mm wraz z wozem amunicyjnym, 2 ciężkie moździerze, 1 ckm, 13 rkm, kilkanaście pistoletów maszynowych, radiostację polową z akumulatorami oraz duże ilości amunicji i granatów. Przy ciałach zabitych ronowców znaleziono liczne zegarki i kosztowności zrabowane uprzednio w Warszawie. Ponadto Polacy zniszczyli od kilku do kilkunastu dział (w tym jedno kal. 105 mm), a także 60 karabinów oraz blisko 30 wozów z amunicją.
Polskie straty zamknęły się liczbą 10 zabitych oraz 10 rannych. W gronie poległych znaleźli się: ppor. Marcin Taszkan ps. „Tur”, kpr. Jan Szostak ps. „Fab”, kpr. Jan Łukaszewicz ps. „Januszek”, st. strz. Jan Kazimierz Jarkowski ps. „Sewer”, st. ułan Karol Piesiewicz, st. strz. Kazimierz Szczerbiński, strz. Jerzy Woźniak ps. „Brązowy”, strz. Jerzy Zawadzki ps. „Kri”.
Polskie dowództwo postanowiło utwierdzić nieprzyjaciela w przekonaniu, iż Grupa „Kampinos” przystąpiła do zakrojonych na szeroką skalę działań zaczepnych. W nocy z 3 na 4 września przeprowadzono więc kolejny wypad – tym razem wymierzony w wieś Marianów nieopodal Leszna, gdzie kwaterował silny garnizon złożony z Niemców i ronowców. Kombinowany oddział pod dowództwem rtm. Zdzisława Nurkiewicza ps. „Nieczaj” i ppor. Zygmunta Koca ps. „Dąbrowa”, złożony z 80 ułanów z 2. i 4. szwadronu, dokonał głębokiego obejścia pozycji nieprzyjaciela, po czym uderzył na Marianów od południa. W wyniku niespełna półgodzinnej walki nieprzyjacielski oddział został doszczętnie rozbity, tracąc od 60 do 100 zabitych. Do niewoli wzięto od 22 do 24 ronowców. Zostali oni rozstrzelani, gdy odnaleziono przy nich przedmioty i kosztowności zrabowane w Warszawie. Ułani zdobyli 2 rkm, 7 pistoletów maszynowych, kilka koni z siodłami oraz kilkadziesiąt karabinów. Polskie straty ograniczyły się do 1 zabitego i 5 rannych.
4 września pododdziały RONA wycofały się na linię Laski–Izabelin–Hornówek–Lipków, podpalając wcześniej połowę zabudowań Truskawia i niemal cały Sieraków. Ronowcy nie odważyli się już prowadzić działań ofensywnych przeciw Grupie „Kampinos”, ograniczając się do terroryzowania mieszkańców okolicznych wsi. 15 września resztki pułku załadowano do transportu w Błoniu i odesłano w rejon Raciborza, gdzie stacjonowała reszta sił RONA. Całą brygadę wcielono później w skład organizowanej na terenie Niemiec rosyjskiej 29. Dywizji Grenadierów SS.

Zdjęcia

Truskaw
Korpus oficerski Zgrupowania „Kampinos” podczas mszy polowej na placu apelowym w Wierszach. Od lewej 1) mjr Alfons Kotowski ps. „Okoń”, 2) por. Bogdan Jaworski ps. „Wyrwa”, 3) por. Adolf Pilch ps. „Dolina”, 4) ppor. Lech Żabierek ps. „Wulkan”, 5) por. Witold Lenczewski ps. „Strzała”, 6) ppor. Zygmunt Sokołowski ps. „Zetes”, 7) rtm. Zygmunt Koc ps. „Dąbrowa”, 8) por. Tadeusz Gaworski ps. „Lawa”, 9) sierż. Walery Żuchowicz ps. „Opończa”, 10) sierż. Stefan Andrzejewski ps. „Wyżeł”, 11) plut. Stanisław Pilarski ps. „Zew”, 12) Stefan Iwanowski ps. „Domek”, 13) por. Aleksander Wolski ps. „Jastrząb” (około 10 września 1944 roku)
https://pl.wikipedia.org/wiki/Wypad_na_Truskaw#/media/File:Warsaw_Uprising_by_G%C4%85szewski_-_Field_Mass_in_Kampinos.jpg

Truskaw
Przebieg wypadu na Truskaw
http://www.ibprs.pl/ak_obroza_kampinos/44.html

Truskaw
Adolf Pilch ps. „Dolina”

Truskaw
Dowództwo pułku wydzielonego z Brygady Szturmowej SS RONA podczas walk w Warszawie, dowódca pułku mjr Iwan Frołow (pośrodku)

Truskaw
Uroczystości pod pomnikiem w Truskawiu upamiętniającym zwycięską bitwę „Grupy Kampinos" AK nad oddziałami RONA. Od lewej mjr. Jerzy Koszada Honorowy Prezes Środowiska „Grupa Kampinos" ŚZŻAK, por. Zygmunt Boczkowski, Antonina Komorowska Wiceprezes Środowiska „Grupa Kampinos" ŚZŻAK. Truskaw 2015 r.
Zdjęcie przekazane przez Marcina Biegasa

Piśmiennictwo

  1. https://pl.wikipedia.org/wiki/Wypad_na_Truskaw
  2. http://www.pwz.pl/64,1,szlakiem-miejsc-pami-ci-narodowej.html